Jak należy postępować z chorym, aby nie prowokować zachowań agresywnych?
Niedopuszczanie do pojawienia się reakcji agresywnych, jak również łagodzenie ich skutków (jeśli już do nich doszło) nie jest zadaniem łatwym i, z całą pewnością, nie zawsze uwieńczonym powodzeniem. Niemniej jednak wiedza na temat uwarunkowań zachowań agresywnych u chorych może - przynajmniej w pewnym stopniu - ułatwić sprawowanie opieki, a tym samym poprawić kondycję fizyczną i psychiczną opiekuna. Przyjrzyjmy się zatem najczęstszym sytuacjom prowokującym wybuchy złości i agresji u chorego.
Niewątpliwie u podłoża większości zachowań agresywnych leżą ograniczone możliwości intelektualne chorego. Nie wymagajmy od niego, by wykonywał zadania, z którymi już sobie nie radzi. Chorzy bardzo dotkliwie przeżywają tego typu porażki. Odczuwają wstyd, zażenowanie. W konsekwencji wycofują się z wszelkiego typu sytuacji, które - ich zdaniem - mogą zakołczyć się niepowodzeniem. Narażając chorych na tego typu frustracje, pogłębiamy ich spontaniczność, zanik inicjatywy, bierność. Powodujemy także, że nie wykorzystują w pełni swych zachowanych jeszcze umiejętności. Szczególne trudności sprawiają chorym sytuacje, kiedy zmuszani są do aktywności wymagającej myślenia o kilku rzeczach równocześnie. Zdarza się to często w przypadku kąpieli. Spójrzmy na tę sytuację oczami naszego chorego. Nasz podopieczny musi się rozebrać lub przyzwolić opiekunowi, by zrobił to za niego (\"dlaczego nagle jestem nagi?\"); następnie musi wejść do wysokiej i śliskiej zwykle wanny wypełnionej wodą, usiąść w niej (nie jest to wcale łatwe - trzeba mieć przez cały czas bardzo napiętą uwagę), namydlić się lub poddać zabiegom opiekuna (jeden nieuważny ruch i piana dostaje się do oczu lub ust), wreszcie spłukać się prysznicem (jakiś dziwny, budzący przerażenie przyrząd, z którego leje się woda!) i wyjść z (wysokiej i śliskiej) wanny. Wyobraźmy sobie, w jaki sposób te czynności postrzega chory, który już nie rozumie, czemu one służąć Ponadto może on nie pamiętać, że wielokrotnie już je wykonywał i że nic złego mu się dotychczas nie stało. Każda z tych czynności może budzić silny lęk u osoby, która nie rozumie ich znaczenia. Nie dziwmy się, że większość chorych buntuje się i stawia czynny opór.
Nie odpowiadajmy złością na niepokój i bunt chorego, nie mówmy do niego podniesionym głosem. Tym sposobem powiększamy jedynie rozmiar przerażenia u naszego bliskiego.
Chorzy reagują także agresją na nasze próby ponaglania ich. Pośpiech narzucany naszemu bliskiemu w sytuacji, gdy myśli on i porusza się już dużo wolniej, wywołuje w nim poczucie ogólnej niewydolności i klęski. Czy my - ludzie zdrowi - nie odczuwamy w takiej sytuacji irytacji lub złościć Dlaczego chory miałby reagować inaczej?
Często zdarza się, że osoba sprawująca opiekę nad chorym wyręcza go niemal we wszystkich czynnościach, niezależnie od tego, czy jest on w stanie wykonać je samodzielnie, czy też nie. Taka postawa opiekuna może wynikać z kilku powodów. Po pierwsze, opiekun często nie ma czasu lub brakuje mu cierpliwości. Po drugie, opiekun może \"chronić\" chorego przed ewentualnymi niepowodzeniami. Wyręczanie chorego ma na celu zapewnienie mu lepszej kondycji psychicznej (nie narażamy go wówczas na frustrację). Zastanówmy się, jakie są konsekwencje tego podejścia?
Wydaje się, że drastyczne ograniczanie samodzielności chorego powoduje, że powiększamy w nim poczucie własnej niewydolności i bezradności. Rodzi to - z konieczności - potrzebę całkowitej zależności od innych ludzi. Chory wycofuje się ze wszystkich sytuacji wymagających samodzielnej aktywności. Nim dojdzie do utrwalenia się objawów apatii, chory będzie próbował przeciwstawić się takiej postawie opiekuna. Walka chorego przeciwko \"aktom zniewolenia\" przybiera formę wybuchów złości połączonej z agresją fizyczną.
Podobnych konsekwencji należy się spodziewać, gdy traktujemy naszego podopiecznego w sposób bezosobowy lub traktujemy go jak dziecko. Jakże często zdarza się, że odmawiamy choremu prawa do podejmowania jakichkolwiek (choćby najbłahszych) decyzji, narzucamy własną wolę, przemawiamy do niego tak, jak zwykło mówić się do małego dziecka, kupujemy dziecięce książeczki i zabawki, by zorganizować mu czas wolny, prowadzimy do domu dziennego pobytu lub do opiekunki, tłumacząc, że idziemy \"do przedszkola\".
Nawet głębokie zaburzenia pamięci nie mogą odebrać choremu prawa do traktowania go jak człowieka dorosłego, z pełnym poszanowaniem dla jego tożsamości.
Postawmy się w sytuacji chorego. Czy osoba 60- lub 70-letnia (z pełnym bagażem doświadczeń życiowych) może odczuwać komfort psychiczny, gdy nagle wszyscy postrzegają w niej małe dziecko?
Na podobne przykre przeżycia narażamy chorego w sytuacji, gdy rozmawiamy na jego temat (nie zawsze mówiąc miłe rzeczy) w taki sposób, jakby go przy tym nie było. Pamiętajmy, że zaburzenia pamięci i innych procesów poznawczych nigdy nie pozbawiają chorego całkowicie zdolności rozumienia. Nawet jeśli nie jest on w stanie pojąć treści zdań, bez trudu rozumie ogólny kontekst sytuacji, a wiele dodatkowych informacji odczytuje z tonu naszego głosu i emocji ujawnianych przez nas w trakcie rozmowy. Jakimi sposobami wyrażania swego protestu - poza agresją i buntem - dysponuje chory?
Reakcje agresywne mogą mieć swe źródło w pozbawieniu chorego poczucia bezpieczeństwa. Pośpiech, nerwowa, napięta atmosfera, hałas, kłótnie powodują, że chory odczuwa lęk, przeczuwając, że za chwilę wydarzy się coś złego. Stan emocjonalny opiekuna udziela się osobie tę opiekę przyjmującej. Im większy lęk, niepokój, złość, rozdrażnienie opiekuna, tym bardziej zalękniony, niespokojny i agresywny staje się chory. Osoby z chorobą Alzheimera mają daleko wyostrzoną zdolność odbierania nastroju emocjonalnego osób im towarzyszących. I nie chodzi tylko o to, co mówimy, ale - głównie - w jaki sposób mówimy, w jaki sposób się poruszamy, jakie emocje mamy \"wypisane\" na twarzy. Te właśnie sygnały naszych emocji chorzy odczytują bezbłędnie. Dlatego sprawowanie opieki przez osobę, która się wiecznie spieszy, jest podenerwowana, zła lub wykonuje szybkie, gwałtowne ruchy, może spowodować, że chory będzie odczuwał niepokój i reagował złością. Nie trzeba dodawać, że z kolei te zachowania chorego będą pogłębiały napięcie psychiczne u opiekuna. W ten sposób zarówno opiekun, jak i chory nie będą w stanie wyjść poza granice błędnego koła, coraz bardziej intensywnych \"złych\" emocji.
Nie możemy zapominać o oczywistych - zdawałoby się - przyczynach, które bardzo często wywołują reakcje agresywne. Chodzi tu przede wszystkim o zły stan fizyczny chorego. Jak inaczej może nasz chory sygnalizować ból, złe samopoczucie z powodu rozpoczynającej się infekcji, silne zmęczenie czy dyskomfort z powodu niewygodnego ubioru? I znów - do opiekuna należy trud odgadnięcia możliwej przyczyny agresywnego zachowania chorego i złagodzenia jego cierpienia.